Na Instagramie widziałam zaczepny post jednej z mam, która wróżyła, że w grudniu uzyskamy dodatni przyrost naturalny. Przewidywała to na podstawie tego, że jesteśmy zmuszeni do spędzania większej ilości czasu w gronie rodzinnym i trzeba będzie jakąś aktywnością zapełnić wieczory. Ciekawe dla mnie było to, że większość odbiorców odpowiedziała, że widzą jednak wyższe prawdopodobieństwo na wzrost liczby rozwodów. Po sieci krążą zdjęcia rozmów, w których okazuje się, jak słabo znamy swoich bliskich (liczę na to, że jednak to są fikcyjne dialogi). Domyślam się, że to sposób na radzenie sobie z trudnymi emocjami, które ciężko rozładować, kiedy odgórnie ograniczono nam wachlarz przyjemności, na które możemy sobie pozwolić. Przed nami dość napięty czas.

Wyżej wymieniona prognoza na koniec roku 2020 zainspirowała mnie do tego, żeby się z Wami zastanowić nad planowaniem rodziny. Przeanalizować to od strony serca, nie ciała. Czytałam kiedyś książkę Simchy Fisher Poradnik dla grzeszników. Naturalne Planowanie Rodziny. Autorka próbuje podejść do NPRu z różnych stron. Mam wrażenie, że jest trochę stronnicza, ale m.in. porusza temat otwartości na życie. Nigdy wcześniej nie myślałam o tym w ten sposób, który ona proponuje. Pytała czy my, jako małżeństwo, przed każdym cyklem zastanawiamy się, czy chcemy przyjąć do swojej rodziny kolejnego potomka. Podkreślam: przed każdym cyklem! Wiadomo, kobiety mają różnej długości cykle, ale wyobraźcie sobie: średnio raz w miesiącu rozmawiacie o tym, czy może to nie przyszedł już ten czas! Ale mnie to zszokowało.  Oczywiście to jest osobiste doświadczenie tej Pani, nie jest to zasada, która jest konieczna, by korzystać metod rozpoznawania płodności.  Mimo to, pokazuje mi jedną z dróg do otwartości na życie.

Jeśli ktoś oczekiwał, że podzielę się z Wami jakąś tajemną wiedzą i odpowiem zerojedynkowo na pytanie postawione w tytule, to z przykrością muszę powiedzieć, że się nie da. A przynajmniej ja nie umiem, a może nie chcę? Bardzo lubię to, że na większość pytań, w których ktoś pyta Was o radę, licząc na Waszą aprobatę lub dezaprobatę, jasną odpowiedź: tak czy nie, można odpowiadać: to zależy. Przecież każdy z nas jest w innej sytuacji, inaczej funkcjonuje on i jego rodzina, ma różne potrzeby, marzenia… i mogłabym tak wymieniać bez końca. I najważniejsze! To nie moje życie, tylko Wasze. Poza tym, trudno mówić o udzielaniu konkretnych, ale ogólnych odpowiedzi, kiedy sama interpretacja karty obserwacji rządzi się innymi prawami. Są zasady badania objawów, reguły wyznaczania faz. Mimo to, zdarzają się sytuacje szczególne.

Życzę Wam dużo zdrowia i radości z przebywania ze swoimi najbliższymi. Ja póki co, jestem pozytywnie zaskoczona!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *