To powinien być tekst, który otwiera moje rozważania dotyczące wychowania seksualnego dzieci. Wyjaśnieniem o co w wychowaniu seksualnym chodzi. Bo z pewnością nie ma ono nic wspólnego z przedmiotem realizowanym w szkole czy seksualizacją dzieci. Edukacja seksualna dzieli się na dwie części: edukację formalną i nieformalną. Formalna odbywa się w placówkach, powinna zawierać wiedzę adekwatną do wieku i poziomu rozwoju dziecka. Nie chcę dyskutować o tym, czy jest realizowana zgodnie z zaleceniami. Najważniejsze jednak jest to, że jedynie pełni rolę uzupełnienia edukacji nieformalnej, która powinna odbywać się w domu, czyli właśnie wychowania seksualnego.

I teraz mogą w Was pojawić się obawy, może nawet bunt, że nie czujecie się w tej kwestii kompetentni, może boicie się, że przypadkowo zachęcicie swoje dzieci do eksperymentowania ze swoim ciałem, może czujecie się zawstydzeni, może nie jesteście na to gotowi. Chciałabym Was uspokoić. Wychowanie seksualne w minimalnym stopniu zajmuje się techniką (mam nadzieję, że domyślacie się co mam na myśli używając w tym konkretnym przypadku tego słowa). Jego rolą jest raczej wzmacnianie u dziecka dobrych praktyk, zachowań, które będą dla niego wspierające w dojrzewaniu i dorosłości. Zastanówcie się, co by Wam pomogło teraz, kiedy jesteście rodzicami, macie małżonka, partnera, jesteście sami. Pomogło w byciu sobą, w byciu z kimś w bliskiej relacji.

Może łatwiej by było, gdybym widziała w sobie wartościowego człowieka. Ale wiecie, nie takiego, który stanowi wartość, bo coś osiągnął, bo w czymś jest dobry albo mu się poszczęściło w życiu. Czułabym, że jestem kimś ważnym dlatego, że żyję, że istnieję. Właśnie nawet bardziej wtedy, kiedy mi coś nie wyjdzie. Może łatwiej by mi było, gdybym umiała spojrzeć na swoje ciało w lustrze i nie skrzywić się ani razu. Może byłoby mi lżej, jakbym nie słyszała tak często, że czegoś nie wypada robić dziewczynce. Albo gdybym umiała za każdy razem powiedzieć „nie”, kiedy ktoś przekracza moje granice. Gdybym była pewna, że gdy mam wątpliwości, to mam komu o tym powiedzieć. Że jest ktoś, komu mogę zaufać, jeśli wydarzy się coś, czego nie chciałam. A może myślałam, że chcę, ale potem zmieniłam zdanie? Może byłoby mi łatwiej, gdybym wiedziała, że mogę w każdej chwili się wycofać i to jest w porządku. Nie oznacza to, że jestem niezdecydowana.

Mam nadzieję, że żadne z Was nie odnalazło się w tym, co napisałam. Jednak jeśli tak, to mimo wszystko jesteście na dobrej drodze. Kiedy umiemy sobie wyobrazić to, co teraz by nas wspierało w naszej seksualności, możemy próbować kształtować to w naszych dzieciach. Wychowanie seksualne to codzienne branie pod uwagę odmowy naszych dzieci, konfrontowanie tego, czego my oczekujemy, z tym, czego chcą nasze dzieci. To rezygnacja z podkreślania, że dzisiaj to coś temu naszemu dziecku się wyjątkowo udało, a może udało się lepiej niż komuś innemu. Czekanie z otwartymi rękoma, kiedy będziemy mieli wrażenie, że nasze dziecko nas zawiodło – niewarunkowanie naszej życzliwości dobrym zachowaniem. Dawanie przestrzeni na zmianę zdania.

Wiem. To wszystko trudne. Wychowanie dzieci w ogóle jest trudne. Więc wracając do pytania czy da się zrezygnować z wychowania seksualnego naszych dzieci, muszę odpowiedzieć, że nie. Choćbyśmy unikali tego tematu jak ognia, to i tak je wychowamy do seksualności. Pytanie tylko, jakie będą tego owoce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *