Po opublikowaniu tekstu o wadach i zaletach NPR, Helena, jedna z obserwatorek mojego bloga, poprosiła, bym poruszyła temat urządzeń, które są potrzebne do prowadzenia obserwacji. Unikam tego tematu jak ognia. Dlaczego? Myślę, że w trakcie czytania szybko zorientujecie się, jaki jest tego powód.

Przypomnę, że w metodach rozpoznawania płodności bada się trzy wskaźniki – śluz, podstawową temperaturę ciała (PTC) i szyjkę macicy. I wyobraźcie sobie, że do każdego są urządzenia, które ułatwiają obserwacje. Nieźle, prawda? Mimo to, tak naprawdę, żeby prowadzić kartę w metodach objawowo – termicznych (czyli: LMM – z tej korzystam ja, angielskiej, Roztera, Kramarek i niemieckiej) potrzebny jest tylko termometr. Może być zwykły, alkoholowy, taki, którym mierzymy gorączkę. Wydaje mi się jednak, że dla początkujących łatwiejsze w obsłudze będą termometry dedykowane dla NPR, tzw. owulacyjne. W mierzeniu podstawowej temperatury ciała ważne jest uchwycenie wzrostu rzędu dwóch dziesiętnych (0,2 st. C). Niewprawione oko może nie dostrzec na zwykłym termometrze, jaka jest faktyczna długość słupka cieczy, jeśli wskaże wynik między dwoma kreskami miarki. Aczkolwiek jest to możliwe. Wracając do termometrów owulacyjnych, to mamy dwa typy: alkoholowe (z rozszerzoną linijką i lupą, dla łatwiejszego odczytu) oraz elektroniczne. Te drugie, to jest temat rzeka. Nauczyciele z kilkunastoletnim doświadczeniem podchodzą do nich z rezerwą, bardziej ufają zwykłym termometrom. Ci, którzy dopiero zaczynają, wolą cyfrowe. Niestety jest z nimi pewien problem. Mimo, że po mierzeniu pokazują wartość z dwoma miejscami po przecinku, to wcale nie muszą mieć takiej dokładności. Wiem, że to może wydawać się absurdalne, ale są na rynku (ba! nawet mam taki w swojej szufladzie) termometry, które pokazują temperaturę do dwóch miejsc po przecinku, a mają dokładność do jednego. To oznacza, że jeśli np. mam faktyczną temperaturę 36.55, to jednego dnia termometr może pokazać mi 36.45, a drugiego 36.65. A mówiłam Wam, że szukamy wzrostu temperatury o 0,2 st. C. Rozumiecie o co mi chodzi? Dlatego, zanim zdecydujemy się na konkretny model termometru, warto sprawdzić jego parametry i dokładność, z jaką mierzy.

Wydaje mi się, że kiedy Helena prosiła mnie o rozprawienie się z tematem urządzeń w NPR, chodziło jej głównie o to, bym zajęła stanowisko wobec tzw. komputerów cyklu (oczywiście, to są tylko moje domysły). Są to skomplikowane termometry, które przy wsparciu oprogramowania same wyznaczają Wam fazy cyklu. No i jak się pewnie domyślacie, nie należą do najtańszych. Kiedy zwykły termometr, taki porządny, kosztuje ok. 50 zł, ceny komputerów liczy się już w tysiącach.  Powiem Wam, że jest to dla mnie trudny temat. Sama nie korzystam ze zwykłego termometru. Kiedyś zaszalałam i kupiłam urządzenie, które określiłabym czymś pomiędzy zwykłym termometrem a komputerem cyklu (nie mam zamiaru polecać Wam żadnego modelu, bo jako nauczyciel metod NPR po prostu nie mogę tego zrobić). Używam go od roku i u mnie się sprawdza. Zmusiła mnie do tego sytuacja, w jakiej wtedy się znajdowałam. Jednak nie wyobrażam sobie sytuacji, w której w 100% zaufałabym algorytmowi. Biorę pod uwagę jedynie odczyty temperatur, ale sama je interpretuje. Zdarzyło mi się, co najmniej raz, że aplikacja wyznaczyła mi fazę niepłodności bezwzględnej w innym dniu niż interpretacja według zasad metody, z której korzystam. Wpływ na cykl ma ogrom czynników. Komputer nie jest w stanie ich wszystkich uwzględnić, bo żaden algorytm nie przewidzi niektórych sytuacji życiowych. Więc, tak jak mówiłam, termometr jest wystarczający. Jedyne o czym warto pamiętać już w trakcie użytkowania, jeśli zdecydujecie się na elektroniczny, to wymiana baterii. Tak co pół roku co najmniej. Warto tego pilnować.

Uff. Mam to z głowy. Dla rozluźnienia atmosfery, to chciałam wrócić jeszcze do dwóch wskaźników. Śluz sprawdzamy przy użyciu papieru! Ale.. wiem, że jest urządzenie, które można stosować, jeśli jakaś pani ma bardzo skąpy objaw śluzu – czyli w ogóle go nie widzi w trakcie cyklu. Składa się ze specjalnego drucika, który pobiera śluz bezpośrednio z szyjki. Ale pocieszę Was, że przypadki, w których taki sprzęt jest konieczny, zdarzają się bardzo, bardzo rzadko. No i na koniec została nam szyjka macicy. Tu jest sprawa prosta. Do jej badania jedynym sprzętem, jaki można zastosować, jest wziernik, znany z wizyt u ginekologa. Wtedy jest możliwe zobaczenie na własne (chociaż jednak nie na własne) oczy, jak wygląda szyjka w danym dniu cyklu. Jak niektórzy z Was wiedzą, nie jest możliwe wykonanie takiego badania samemu. Dlatego nie wykorzystuje się wzierników do oceny szyjki w NPR.

Powtórzę to trzeci raz: do stosowania metod w NPR jedynym sprzętem niezbędnym jest termometr. Ocenę tego, czy potrzebujecie czegoś więcej, zostawiam Wam samym. Tylko Wy macie całościowy ogląd w sytuację życiową, w jakiej teraz jesteście i od Was zależy czy elektronika Wam ułatwi czy utrudni stosowanie metod rozpoznawania płodności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *