Kilka dni temu moja koleżanka zapytała mnie o coś dziwnego. Dobra, może nie dziwnego, ale o coś, nad czym nigdy się nie zastanawiałam. Chciała wiedzieć, kiedy czuję się najbardziej kobieca. Nie zrobiła żadnego wstępu, nie wyjaśniła o co jej dokładnie chodzi i w ogóle… skąd takie pytanie. Byłam przekonana, że udzielam odpowiedzi takiej, jakiej udzieliłaby każda z nas: kiedy ubiorę się w sukienkę i umaluję. Podobno byłam jedyna. Większość dziewczyn odpowiedziała jej, że najbardziej kobieco czują się w relacji z mężczyzną.

Zaczęłam myśleć nad tym co powiedziałam. Oczywiście, nie mam zamiaru mówić jaką odpowiedź uważam za prawidłową. Jestem przekonana, że każda z nas ma prawo przeżywać swoją kobiecość w swój indywidualny sposób. Jedyne o czym chciałabym podyskutować to o naszej autentyczności w byciu kobietą i o tym jaki ma to wpływ na nasze dzieci. Dla mnie pytanie Róży było jednoznaczne z tym, że pyta mnie o to, kiedy czuję się najpiękniejsza. Możliwe, że bycie kobietą utożsamiam właśnie z pięknem. Tylko co ono oznacza.. Ja sama, jestem świadoma wielu wad swojego ciała. Mogłabym wyglądać lepiej. Nie wiem czy istnieje kobieta, która nie chciałaby czegoś w sobie zmienić. I to nic złego. Nie jesteśmy idealne i dobrze, jeśli jesteśmy tego świadome. Dzięki temu, możemy to zaakceptować.

Tylko co to ma wspólnego z dziećmi? Lubię myśleć o czasie, kiedy moje dzieci będą dorosłe. Tak… pewnie wielu z nas rodziców, marzy o tym co najmniej raz dziennie. Myślę o tym jakie będą:  jakie będą miały przekonania, jakie cechy charakteru i  co będą myślały o sobie. Często słyszałam o tym, jak ważne jest dla dziewczynek to, by Tata mówił im w dzieciństwie, że są piękne. Ja mam teorię, że ważniejsze jest to, żeby ich Mama czuła się piękna. Nie musi o tym mówić. Jeśli jesteście rodzicami na pewno zauważyliście, że dla dzieci ważniejsze są czyny niż słowa. W kwestii wychowania nic nie zastąpi autentyczności. I nie jest to zadanie tylko dla Mam dziewczynek. Myślę, że to jest nawet ważniejsza sprawa dla chłopców – doświadczenie Mamy, która akceptuje to jak wygląda. Przyzwolenie na niedoskonałość.

 W takim razie co można zrobić? Po pierwsze spróbować pomyśleć o sobie w przyjazny sposób. Spojrzeć na siebie (w miarę) obiektywnie. Nie wiem czy wiecie, ale większość naszych kompleksów dotyczących wyglądujest niezauważalnych dla otoczenia. A nam się wydaje, że nie da się tego przeoczyć. Możemy zdecydować czy jest szansa, żeby coś zrobić z tym co mi przeszkadza w moim wyglądzie czy nie mam do tego np. cierpliwości. Może chcę schudnąć, a może wiem, że mogę nosić inny rodzaj spodni, w którym będę się czuła szczuplejsza.

Po drugie polecam nie porównywanie się do innych kobiet. Zawsze się znajdzie taka, która ma ładniejsze nogi, której lepiej włosy się układają. To jest trudne, ale da się! Pamiętam sytuację, kiedy moja przyjaciółka pokazała mi sukienkę, w której miała przyjść na moje wesele. Ile ja przeżywałam, że będzie wyglądać ładniej niż ja. Absurd! Kiedy myślę o sobie teraz, to wiem, że jestem w zupełnie innym miejscu. Dużo pracowałam nad sobą i mam w sobie wiarę w to, że każdej z nas może się to udać.

Chciałabym podsumować  to co napisałam sytuacją sprzed kilku dni. Od kiedy jestem Mamą, większość zakupów robię przez internet, więc przymierzałam ubrania, które zamówiłam. Moja najmłodsza córka (2,5 roku), która lubi mi towarzyszyć w takich przebierankach, stanęła koło lustra, spojrzała na mnie i powiedziała: Mamo, jesteś piękna. Życzę Wam tego, byście odkryły, że Wy też jesteście piękne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *