Moja starsza córka jest fanką bajek. Oczywiście uwielbia je opowiadać, a nie ich słuchać. W każdą historię musi wpleść element magiczny. Chyba mocno ją to intryguje. Dlatego dziś, zainspirowana darem mojej Łucji, opowiem Wam trochę o tym, jak magia potrafi wpłynąć na naszą płodność.

Kojarzycie ze szkoły, jak uczono nas o tym, że cykl miesiączkowy ma 28 dni? I że to ma jakiś związek z księżycem? Czas jaki ten satelita potrzebuje, by odkryć przed nami każdą ze swoich faz, wynosi 28 dni. Z pewnością widzicie podobieństwo. Dopiero niedawno pomyślałam sobie, że ten księżyc musi mieć w sobie coś magicznego. Właściwie to on tłumaczy fakt, dla którego kiedyś kalendarzyk małżeński (czyli fachowo metoda rytmu), miał jakąś skuteczność.

Dawniej księżyc był jedynym źródłem światła, którego blask można było dostrzec w nocy. I, jak się okazuje, to robiło różnice. Przez te 28 dni oświetlenie w nocy miało różną intensywność. A teraz? Wyjdźcie na dwór o północy w mieście, na osiedlu bloków takim jak moje, a następnie na wsi. Latarnie, światła w oknach, reflektory samochodów powodują, że nie potrzebujemy latarki, żeby trafić do swojej klatki. Przed snem niektórzy z nas mają rytuał z udziałem telefonu. Światło niebieskie, które jeszcze niedawno docierało do nas jedynie z promieniami słonecznymi, teraz potrafi oddziaływać na nas także po północy. Tylko jaki ma to związek z moją płodnością?

Często myślimy o sobie jako o kimś indywidualnym, odrębnym, niezależnym. Prawda jest taka, że ciężko nam żyć w samotności, że potrzebujemy innych. Podobnie jest z naturą. Jesteśmy częścią świata i czy jesteśmy tego świadomi czy nie, to on wpływa na to, jak funkcjonujemy. I tak jest ze światłem. Zmienia procesy, które zachodzą w naszym ciele.

I w tym momencie zaczyna się magia. Jeśli ktoś z Was ma problem z nadmierną produkcją wydzieliny pochwowej czy też śluzu, to niech spróbuje spać w kompletnie zaciemnionym pokoju. Ile ja się naśmiałam z tej teorii. Uwierzcie mi, jestem ostatnią osobą, która wierzy w takie nienaukowe wnioski. I żartowałam z tego, dopóki sama jej przypadkowo nie przetestowałam. Przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania i kupiliśmy ogumowane rolety. Wybieraliśmy je marząc o szybszym zasypianiu naszych córek. Wiecie… ciemność mniej rozprasza. Dzieci faktycznie szybciej zasypiały, a ja odkryłam, że kiedy są zaciągnięte do końca, to ja mam mniej wydzielin z dróg rodnych. Mechanizm tego zjawiska nie jest do końca wyjaśniony. Są teorie, że zależy ono od melatoniny, czyli hormonu odpowiedzialnego za rytm dobowy. To dzięki niej organizm wie, kiedy jest dzień a kiedy noc. Wiem, że to, co mówię, brzmi nieprawdopodobnie. Ciężko w to uwierzyć. Rozumiem, bo sama tego doświadczyłam. Jeśli jednak macie problem ze zwiększoną produkcją wydzielin, to spróbujcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *