Ostatnio często odpowiadam na pytanie dotyczące testów owulacyjnych. I co ciekawe, zadają je nie tylko osoby, które starają się o dziecko, ale nawet te, które ciąży chcą unikać. Dlatego widzę potrzebę rozprawienia się z tematem skuteczności tego wynalazku.

Jest to właściwie obszar bardzo związany z moim wykształceniem biotechnologa. Mimo że z niego aktualnie nie korzystam, to myślę sobie, że jednak nigdy nie wiemy, jaka wiedza przyda nam się w życiu. Sposób diagnostyki testów owulacyjnych opiera się na mechanizmie testów immunochromatograficznych. Niezła nazwa, prawda? Spróbuję więc prościej. Test owulacyjny przypomina trochę ciążowy i ma podobny mechanizm działania. Czyli mamy płytkę, na którą należy nanieść próbkę moczu i dwa paski: kontrolny i testowy. Kontrolny, by sprawdzić, czy reakcja zachodzi w prawidłowy sposób i czy test w ogóle nadaje się do interpretacji. To trochę jakbyśmy przeprowadzali doświadczenie, a do tego potrzeba jest próba kontrolna, żeby było do czego się odwołać. Czyli pasek kontrolny powinien się wybarwić za każdym razem. Pasek testowy natomiast ma za zadanie związać hormon LH. Testy ciążowe mają dość wysoką skuteczność dlatego, że wykrywają hormon (hCG), który jest wydzielany przez komórki zarodka. Z LH, którego obecność (a wg niektórych ulotek nawet i stężenie) bada test owulacyjny, sytuacja jest trudniejsza. Przed owulacją utrzymuje się jego określone stężenie. I wiecie, to jest trochę cecha indywidualna. W szczególności u kobiet, które mają jakiekolwiek zaburzenia hormonalne. Tam mogą się dziać cuda. Są kobiety, którym przez cały cykl testy wychodzą pozytywne. Najważniejsze jest to, że ten hormon nie pojawia się tylko w momencie owulacji.

Dlaczego w takim razie te testy opierają się akurat na nim? Bo nie mają na czym innym. Nagły wyrzut LH (czyli nagły wzrost stężenia) daje sygnał, że może dojść do owulacji. Jak w wyścigu, kiedy słyszymy wystrzał z pistoletu oznaczający start. Nie oznacza to jednak, że komórka jajowa sekundę później się uwolni. To raczej wyścig w żółwim tempie. Czyli do owulacji (wg opisów producenta) może dojść do 2-3 dni po.

U zdrowej kobiety, która nie ma problemów hormonalnych i nie prowadzi ani obserwacji śluzu, ani temperatury, testy owulacyjne mogą być pomocne. Nie każdy z nas musi stosować Naturalne Metody Planowania Rodziny. Jednak jeśli używamy którejś z metod, to testy owulacyjne są niepotrzebnym wydatkiem. Lepiej odłożyć te pieniądze na sukienkę ciążową. Obserwacje dostarczą nam bardziej szczegółowych informacji niż testy owulacyjne, kiedy jest najlepszy czas na współżycie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *